Chińsko-japoński konflikt dyplomatyczny nie gaśnie
Nie ustają napięcia na linii Pekin-Tokio. Po 3 tygodniach demonstracji antyjapońskich w najważniejszych miastach ChRL kraj wschodzącego słońca zażądała od Chin przeprosin. chiński minister spraw zagranicznych, Li Zhaoxing, twierdzi jednak, iż nie ma za co przepraszać
Innym problemem jest konflikt jeśli chodzi o eksploatacji złóż gazu ziemnego na Morzu Wschodniochińskim. Po latach ociągania się kraj wschodzącego słońca postanowiła przystąpić wyrwanie gazu, co spowodowało natychmiastową reakcję Chin, uważających te działania za zamachnięcie się na ich narodowe wody terytorialne. równocześnie stosunku zaognia również debata nt. reformy ONZ. kraj wschodzącego słońca mama się o stan prawny stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, Pekin jest temu dobitnie nieprzyjazny
Źródła konfliktu między oboma mocarstwami sięgają lat 30. XX wieku i ich konsekwencji dla dnia dzisiejszego. Wśród Japończyków raz za razem większą popularnością cieszy się militarystyczny resentyment, czego dowodem wg Pekinu ma egzystować najpóźniejszy japoński sposób postępowania historii, wybielający działania Japonii w trakcie II Wojny Światowej, mówiący o nich jako o "wybawicielach Azjatów" i przemilczający m.in. kompromitującą kant Kwitnącej Wiśni masakrę nankińską w 1937 i 1938 roku, gdzie wg wyliczeń japońscy żołnierze mieli odebrać życie od 50.000 do nawet 300.000 Chińczyków. przeciwnie zaś w Chinach, gdzie kapitalistycznej gospodarce towarzyszy socjalistyczna zasada jedynej słusznej linii, obudzenie nacjonalizmu przypuszczalnie egzystować dla władz okazją do odwrócenia społeczeństwa od ich problemów - wbrew iż władze nawoływały do spokoju, nie przeszkadzały demonstrantom w wybijaniu studnia w konsulatach czy obrzucaniu ich jajkami, w jaki sposób to miało teren zabudowany w trakcie ostatnich dni, np. we wczorajszej, 5-tysięcznej demonstracji w Szanghaju.