Pierwsza doktorat w procesie Petera Hartza: oburzeni bezrobotni i zapowiedź łagodnej kary
20 stycznia 2007
Za takim rozwiązaniem ma przemawiać m.in. to, iż Hartz nie wzbogacił się w następstwie przestępstwa tudzież iż dokonując potajemnych wypłat z kasy VW w subiektywnym mniemaniu służył interesom koncernu. Do spełnienia wymogów układu potrzebne są jeszcze dokładniejsze zeznania Hartza. chyba złoży je 25 stycznia, w drodze odpowiedzi na pytania sądu i prokuratury, jego adwokat. wówczas doszłoby też do wydania wyroku, bez konieczności wzywania świadków.
17 stycznia poprzednio Sądem Krajowym w Brunszwiku odbyła się pierwsza doktorat w procesie przeciw byłemu dyrektorowi kadrowemu Volkswagena, Peterowi Hartzowi, o wielokrotną defraudację i przekupywanie członka rady zakładowej koncernu.
Wiele wskazuje na to, iż doktorat ta była obopólnie przedostatnią: sędzia prowadząca poinformowała, iż doszło do układu między sędziami, adwokatem Hartza i prokuraturą, który przewiduje zagwarantowanie oskarżonemu nieprzekraczalnego wymiaru kary na poziomie 2 lat więzienia w zawieszeniu i 360 stawek dziennych (według ocen obserwatorów mogłoby chodzić o kwotę 300 – 400 tys. euro).
Konieczność wysłuchania zarzutów po uderzenie kolejny nie była jedyną nieprzyjemnością dla Hartza tego dnia - wprzódy poprzednio siedzibą sądu przywitały go transparenty miejscowych bezrobotnych protestujących przeciw tzw. reformie Hartz IV jego autorstwa, w następstwie której drastycznie zmniejszono państwowe zasiłki dla osób bez pracy; padły wyzwiska: "lump" i "zdrajca robotników".